środa, 23 września 2015

Sukienka resztkowa…

Wrzesień pomału dobiega końca, dzieci (z większą lub mniejszą ochotą) wdrożone w szkolne obowiązki, zajęcia dodatkowe wybrane, plany lekcji ostatecznie ustalone, a więc… można spokojnie wrócić do blogowania.

Choć dziś  pierwszy dzień jesieni to chciałam jeszcze na chwilkę wrócić do lata i pokazać sukienkę, którą uszyłam Zielonej na zakończenie przedszkola.



Nie chciałam, żeby była to typowa elegancka sukienka dla małej dziewczynki, nie kupowałam w tym celu żadnych mieniących się taft ani połyskujących satyn. Stojąc przed szafą pełną tkanin i dzianin różnorakich, kątem oka zauważyłam nowiutką, białą spódnicę z gniecionej bawełny przeplatanej motywami haftowanymi tudzież koronkowymi, z rodzaju tych, których swego czasu pełno było na wszystkich miejskich (i nie tylko) bazarkach. Taką jak na zdjęciu poniżej (tylko kolor oczywiście się nie zgadza).



Tkanina wydała mi się na tyle interesująca, że postanowiłam pobawić się w przeróbki. Od razu przed oczami pojawiła mi się wizja sukienki, której dolna część składać się będzie z dużej ilości karbowanych falbanek. Góra musiała być z dzianiny z przyczyn oczywistych, czyli w celu uniknięcia protestów Zielonej odnośnie założenia na siebie czegoś sztywnego (czyli w jej rozumieniu wszystkich tkanin). Natychmiast jednak przypomniałam sobie o świetnej, cienkiej dresówce w kolorze jasnej szarości, przetykanej srebrną nitką. Okazała się być idealna do tego celu.








Dzianinowa góra sukienki powstała w mgnieniu oka, czego nie można powiedzieć o części dolnej. Cięcie spódnicy na odpowiednie paski, naszywanie ich na halkę skrojoną z części koła i wreszcie obszywanie brzegów falbanek gęstym zygzakiem w celu osiągnięcia efektu karbowania i falowania zajęło mi dobre pół niedzieli. Muszę jednak przyznać nieskromnie, że było warto. Sukienka niezmiernie mi się podoba i co najważniejsze Zielonej również J



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz