poniedziałek, 15 września 2014

Krótko o wężach…

W kolejnej odsłonie wakacyjnego szycia chciałam zaprezentować dwa dość pokaźnych rozmiarów… węże. 


Oba powstały z kawałków tkanin bawełnianych, których zawsze pełno w każdej pracowni krawieckiej. Każdy ma długość około 2 metrów. Inspiracją był dość już leciwy wąż-przytulanka, którego mój małżonek otrzymał w prezencie w latach późnego dzieciństwa, tudzież wczesnej młodości, a którego to moja teściowa skrzętnie przechowała z myślą o wnukach. Ponieważ wąż był jeden a wnuków kilkoro, z przyczyn oczywistych musiały powstać kolejne egzemplarze.

I tak oto jako pierwsza pojawiła się wężowina Ania (takie imię nadała jej Zielona).








A zaraz po niej wąż w wersji chłopięcej, chwilowo bezimienny, gdyż właściciel nie może na razie zdecydować się na jedno, najlepsze imię.









2 komentarze:

  1. Te węże są świetne :) Pamiętam, że jak byłam mała też chciałam takiego mieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Często dopiero dzieci pozwalają spełniać nasze własne dziecięce marzenia ;)

      Usuń