poniedziałek, 19 maja 2014

Zmiana trendu, czyli początek cyklu o sukienkach…

Pamiętacie zapewne, że Zielona jeszcze niedawno była zdecydowaną przeciwniczką wszelakich sukienek. Otóż tegoroczna Wielkanoc okazała się być przełomową w tym temacie i zapoczątkowała zupełnie nową erę w ubieraniu mojej córy. Wielce mnie to uszczęśliwiło, gdyż na to właśnie czekałam.


Święta jak to święta obfitują w rodzinne obiadki, a na świąteczną okazję należy się odświętnie odziać, założyłam więc mojej królewnie jedyną posiadaną przez nią i akceptowaną sukienkę. I nie byłoby w tym niczego wyjątkowego, gdyby nie fakt, że następnego ranka, tego już zwykłego wtorkowego, kiedy wybierałyśmy strój do przedszkola, Zielona nagle oświadczyła, że ona idzie w sukience i koniec. Siłą rzeczy musiała to być sukienka ta sama co dnia poprzedniego.
Zapytała mnie jeszcze z wyrzutem, dlaczego to w jej szafie w ogóle nie ma sukienek. Nieco skonsternowana przyznałam, iż rzeczywiście jest to wielkie niedopatrzenie i jak tylko odprowadziłam dziecinę do przedszkola wzięłam się za szukanie wykrojów na sympatyczne, dziewczęce sukienki.

Znalazłam wielce obiecujący model w zeszłorocznej grudniowej Burdzie (numer 142). Chodziło mi o wzór na tyle uniwersalny, aby można go było modyfikować na różne sposoby i dzięki temu tworzyć wciąż nowe kreacje.

Na początek pod nożyczki poszły resztki, wspomnianej ostatnio, blado-różowej dzianiny wiskozowej.
A oto efekty:












Jedną z cech idealnej sukienki jest jej możliwość kręcenia się. Ta posiada tę cechę w stopniu zdecydowanie wysokim.





Do ozdobienia sukienki przydał się ostatni już kawałek miękkiego tiulu w odcieniu brudnego różu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz