wtorek, 21 stycznia 2014

Viva el carnaval…

Ledwie rozpoczął się nowy rok, uświadomiłam sobie, że karnawał to przecież sezon na bale przebierańców w przedszkolach i szkołach. Zapytałam, więc nieśmiało moje latorośle za cóż to chciałyby się przebrać w tym roku. Odpowiedziały ochoczo, a jakże…

Wielki wprawił mnie w niemałe zaskoczenie swoim wyborem. Do tej pory, przez ostatnie 3 lata wcielał się w role swoich ulubieńców ze Star Wars, czyli Luka Skywalkera, Obi Wana czy nawet Darta Wadera wyciągając ich przebrania ze swojego przepastnego kosza ze strojami różnymi i generalnie nie było z nim problemu. A tu nagle nie stąd ni zowąd stwierdził, że chciałby się przebrać za Jacka Sparrowa. Hmm… takiego stroju jeszcze w naszej kolekcji nie mieliśmy, a to oznaczało, że mam co robić. 



Przeprowadziłam szybką burzę mózgów (w zasadzie to jednego mózgu – mojego oczywiście) w kwestii posiadanych materiałów, które mogłabym wykorzystać oraz przejrzałam dostępne w sieci fotki szalonego pirata i koncepcja zaczęła się powoli krystalizować.

Na początku powstały spodnio-buty.





Ten pomysł zaczerpnęłam, analizując sposób wykonania jednego z już posiadanych strojów z kolekcji syna i bardzo mi się on spodobał z uwagi na swoją ekonomiczność i praktyczność.
Buty posiadają od spodu gumki, które zakłada się pod obuwie, dzięki czemu strój bardzo ładnie się prezentuje. Jak łatwo zauważyć spodnie i buty tworzą jedną całość.

Następnie przyszła kolej na koszulę i kamizelę tudzież chałat.







Tutaj również postanowiłam ułatwić sobie życie i do elementów kamizeli doszyłam rękawy oraz przód koszuli, dzięki czemu uzyskałam jedną całość bez konieczności szycia dwóch rzeczy oddzielnie.

Na koniec zostawiłam sobie czerwoną bandanę (użyłam gotowej), do której doszyłam własnoręcznie wykonane kędziory z włóczki. Pragnę zwrócić Waszą uwagę na misternie zaplecione warkoczyki oraz gustownie wkomponowane koraliki (pożyczone od młodszego dziecięcia, z zestawu fryzjerskiego).




Nie mogło oczywiście zabraknąć kapelusza…






Z tym zadaniem nie miałam już najmniejszych problemów, jako że swego czasu szyłam sporo kapeluszy, aksamitnych…, marszczonych…, … ale to stare czasy :)

A tak prezentuje się całość:







Jutro bal! Rano wykonam jeszcze Wielkiemu stosowny makijaż i niech rusza w tany.


A ja zabieram się za następny projekt, czyli strój księżniczki dla Zielonej. Ona mnie przynajmniej nie zaskoczyła swoim wyborem ;)


4 komentarze:

  1. To się napracowalas mi każda rzecz z tych zrobiła by kłopot. Fajnie całość wygląda. Kapelusz też boski.

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie powiem, trochę roboty z tym było, ale efekt końcowy, a szczególnie zadowolenie pociechy wynagrodziło trudy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto było popracować bo efekt końcowy zniewalający, gratuluję pomysłowości wytrwałości i talentu:)) pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie http://katmar-wposzukiwaniusiebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za słowa uznania :)

      Usuń