poniedziałek, 15 lipca 2013

Co damy dworu nosiły na głowie...

W pewien czerwcowy weekend wybraliśmy się rodzinnie na piknik rycerski, który odbywał się w naszej okolicy. Dla większości odwiedzających największą atrakcją tejże imprezy były walki rycerzy (w rzeczy samej całkiem imponujące), ale nie dla wszystkich. Na moich pociechach zdecydowanie większe wrażenie zrobiły stragany z akcesoriami dla rycerzy oraz dam dworu.
Wielki koniecznie musiał zakupić sobie kolejny drewniany miecz, ale tym razem wynegocjowałam jedynie mały sztylecik. Natomiast Zielona zapałała nieodpartą chęcią posiadania wianka (lub też toczka) jaki nosiły na głowach damy dworu. Oczywiście ozdobę tą musiała otrzymać natychmiast i wszelkie zapewnienia, że uszyję jej taki albo i jeszcze piękniejszy zaraz po powrocie do domu nie spotkały się z choćby cieniem zrozumienia z jej strony a jedynie groziły wybuchem histerii. Cóż było robić, traktując sprawiedliwie obie pociechy zakupiliśmy również wianek. Ale to jeszcze nie koniec historii…



Następnego dnia Zielona cała dumna pomaszerowała w nowej zdobyczy do przedszkola i … zrobiła furorę wśród koleżanek, z których większość zapragnęła mieć taki sam. Traf chciał, że na koniec czerwca otrzymaliśmy od jednej z dziewczynek zaproszenie na przyjęcie urodzinowe. Nie miałam, więc wątpliwości co do prezentu i szybciutko zasiadłam do maszyny.

Wianek powstał z różowego aksamitu, którego różne skrawki (z racji współpracy z atelier mojej przyjaciółki) zapełniają moje szuflady oraz cekinowej taśmy, którą również miałam w swoich zasobach. Kawałek tiulu pozostał po szyciu firanek, a wykończyłam go pięknie ściegiem rolującym na moim niedawno zakupionym coverloczku, który uwielbiam.

A oto efekty pracy nadwornej krawcowej:






Dodam jeszcze, troszkę nie skromnie, że wianek spełnił oczekiwania w pełni i bardzo zadowolona jubilatka nosiła go przez całe przyjęcie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz