czwartek, 9 maja 2013

Szycie działkowe...


Zdecydowaną większość weekendów w sezonie wiosenno-letnio-wczesno-jesiennym spędzamy na działce rodziców mojego małżonka. Działka znajduje się około 70 km od naszego miasta, w otoczeniu pachnących sosnowych lasów, jak również z racji bliskości rzeki, pięknych łąk. 
Dzieciaki uwielbiają te wyjazdy, gdyż mogą do woli hasać na świeżym powietrzu i bawić się z rówieśnikami zarówno tymi, z którymi łączą je więzy rodzinne, jak i tymi zaprzyjaźnionymi, które dość licznie przybywają z okolicznych działek.

Ja, dla odmiany, już na początku sezonu wywożę tam moją drugą (zapasową) maszynę (kilkunastoletniego Singera, który był moją pierwszą własnoręcznie zakupioną maszyną do szycia; wcześniej szyłam oczywiście na Łuczniku mojej mamy) i obszywam drewniany domek w różnego rodzaju przydatne akcesoria.




Otwarcie zeszłorocznego sezonu zostało uczczone powstaniem kolekcji poduch na werandowe fotele i ławki. Wykorzystane materiały to grube płótno bawełniane we wzór kwiatowy oraz gąbka grubości 1 cm (wypełnienie).










Z resztek materiału powstał niewielki niezbędnik z kieszonkami na telefony komórkowe, z którymi nigdy nie wiadomo co zrobić, przyczepiony do werandowego słupka. Do kieszonek zmieszczą się nie tylko telefony, ale również balsamy do opalania, preparaty przeciw-komarowe, okulary przeciwsłoneczne i inne drobiazgi, które zazwyczaj poniewierają się gdzieś w terenie i trudno je zlokalizować, gdy są potrzebne, a teraz… proszę zawsze pod ręką!



Zakup nowych sosnowych krzeseł zaowocował z kolei uszyciem poduszek na ich siedziska, dzięki czemu stały się one o wiele bardziej przyjazne dla użytkowników. Co do materiału to ma on nieco ciekawszą historię, gdyż pochodzi z przepastnych zasobów szaf i pawlaczy seniorki rodu, czyli babci mojego męża. Wzór budzi różne uczucia wśród członków rodziny: od zdecydowanej niechęci przez względną obojętność po umiarkowaną sympatię (zaliczam się do tego grona, gdyż uważam, że ma on swój urok, a na pewno całkiem nieźle pasuje do drewnianych wnętrz domku działkowego). Wypełnieniem jest również gąbka, ale tym razem 2 cm.






Przy okazji powstały też poduszki na siedziska innych krzeseł tudzież taboretów.
















I tradycyjnie do kompletu 2 poszewki na poduszki z atłasową lamówką w kolorze ecru, zapinane, nietypowo jak na mnie, na rzepy a nie na suwak, prawdopodobnie z powodu chwilowego braku odpowiedniego suwaka w działkowych zasobach pasmanteryjnych.








Materiału została jeszcze całkiem pokaźna beleczka (babcia musiała wiązać z nim ambitne plany), więc zapewne pojawi się na blogu jeszcze nie raz. (Uważnym czytelnikom powinien wydać się on cokolwiek znajomy, gdyż raz już wystąpił).

Jak łatwo się domyślić babcine zasoby nie ograniczają się jedynie do tej jednej tkaniny. Kolejne uszyte przeze mnie wytwory powstały z innych tkanin pochodzących z tego samego źródła.
Tym razem były to ocieplacze na dzbanki do herbaty uszyte z przepięknych wg mnie płócien leżakowych w urocze paseczki.









Z tych samych i podobnych tkanin stworzyłam jeszcze kieszeniowe przyborniki na różne różności, które można przywiesić tam, gdzie na półeczki jest zbyt mało miejsca. 









W tym roku otwarcie sezonu miało miejsce w długi weekend, ale maszyny jeszcze nie zabrałam. Zrobię to przy najbliższej okazji... no i pewnie wezmę się za szycie następnych przydatnych gadżetów (pierwsze projekty już pojawiają się na horyzoncie).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz