sobota, 2 lutego 2013

Nie tylko dla dzieci...


Dziś będzie parę słów o rzeczach, które uszyłam, a które nie są przeznaczone dla dzieci a przynajmniej nie tylko dla nich. Tak jak napisałam w notatce "o mnie", szyję dla wszystkich.


Na samym początku (a było to już dawno, dawno temu – gdzieś tak pod koniec podstawówki) szyłam przede wszystkim dla siebie i były to głównie ubrania, a ponieważ był to koniec lat osiemdziesiątych to kierowałam się w pierwszej kolejności potrzebą posiadania jakichś fajnych ciuchów, co jak nie trudno zgadnąć nie było łatwe do osiągnięcia w drodze tak zwanego zakupu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam czy szycie sprawia mi przyjemność, po prostu to co stworzyłam mi się podobało, a sam akt tworzenia nie był drogą przez mękę a raczej wprost przeciwnie okazało się, że chyba mam do tego tak zwany dryg.

W pewnym momencie (to już tak pod koniec szkoły średniej i w trakcie studiów) własnoręcznie uszyte ubrania stanowiły znakomitą większość mojej garderoby. Wtedy też moje wytwory zyskały uznanie członków mojej rodziny i moich przyjaciółek, czego efektem była między innymi zimowa kurtka dla mojego brata oraz hm… no cóż nie bójmy się tego słowa… suknia ślubna dla mojej przyjaciółki (bardzo prosta w kroju – pod żadnym względem nie przypominała bezy, ale jednak).

Potem jednak postanowiłam pójść ścieżką kariery i wykorzystać wiedzę zdobytą na studiach (które z szyciem nie miały nic wspólnego) i na szycie czasu pozostawało już coraz mniej.

Jakoś nie umiałam jednak funkcjonować bez maszyny do szycia i wkrótce (dziwnie zbiegło się to w czasie z faktem wyjścia za mąż i koniecznością urządzenia pierwszego własnego mieszkanka) znów okazała się mi niezbędna. Tym razem jednak powstawały głównie elementy wystroju wnętrz: zasłony, firanki, pokrowce na fotele, narzuty, obrusy itp. Wtedy też szycie przestało już być koniecznością a okazało się być, w coraz większym stopniu, po prostu przyjemnością. Niestety nie miałam wtedy pojęcia o tym, że kiedyś wpadnę na pomysł pisania bloga i nie uwieczniłam swoich wytworów na fotografiach.

Na szczęście kiedy po jakimś czasie szwagierka poprosiła mnie o uszycie pokrowców (lub jak kto woli sukienek) na krzesła coś mnie tknęło i skrzętnie je obfotografowałam „tak na wszelki wypadek”. No i teraz jest jak znalazł:






Z kolei dla mojej przyjaciółki uszyłam poduszki na krzesła kuchenne:






oraz zasłonki, narzuty na łóżka i poduszki do pokoju jej pociech:




Od czasu do czasu zdarza mi się również nadal uszyć coś dla siebie ;) – choć w zasadzie to bardziej dla moich dzieci. Jakiś czas temu uszyłam dla nich pufy telewizyjne, co by nie musiały przesiadywać lub też polegiwać na gołej podłodze. Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że materiał z którego są uszyte rzeczone pufy nie jest wiele ode mnie młodszy i pochodzi z niezbadanych do końca zasobów babci mojego męża, która swego czasu nie mogła oprzeć się zakupowi przeróżnych materiałów, a które to następnie lądowały gdzieś w zakamarkach szaf i pawlaczy, a teraz wreszcie doczekały się ujawnienia.



Na specjalne zamówienie miałam też okazję uszyć poduchy na parapety okienne:



oraz do kompletu kilka poduszek ozdobnych:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz