poniedziałek, 7 stycznia 2013

Jeszcze o prezentach...


Nawiązując jeszcze przez chwilę do tematu prezentów, chciałabym zaprezentować Wam 3 poduchy, które uszyłam swego czasu jako prezenty okolicznościowe, choć tym razem już nie bożonarodzeniowe.






Dwie z nich to prezenty dla dzieciaków, oczywiście.

Jedna dla małego chłopczyka, w tonacji biało-niebieskiej:


  a druga dla małej księżniczki, w kolorach nieco bardziej dziewczęcych:





Obie należą do ulubionej przeze mnie kategorii „aplikacji 3D”, czyli takich które zawierają w sobie elementy trójwymiarowe. W przypadku króliczka są to oczywiście jego wydatne uszy, które można tarmosić lub obgryzać do woli, wedle uznania. Natomiast jeśli chodzi o księżniczkę to trójwymiarowe są zdecydowanie jej piękne warkocze, splecione z bujnych, kasztanowych loków i ozdobione aksamitnymi, jak przystało na księżniczkę, kokardami. Starsza siostra obdarowanej, wykazała ponoć wielką ochotę na komponowanie z tychże loków fryzur zupełnie nowych i bardziej fantazyjnych, choć ja sama tworząc prezent nie wpadłam na ten pomysł i przytwierdziłam wspomniane kokardy zdecydowanie zbyt stabilnie. Może kolejne modele będą, pod tym względem, bardziej interaktywne ;)

Trzecia poducha powstała z okazji zakończenia przez mojego syna, co miało miejsce już jakiś czas temu, przedszkola i była prezentem pamiątkowym dla jego cioci-wychowawczyni:



I jeszcze dwa słowa o recyclingu…

Tym razem w wersji klasycznej, czyli o tworzeniu czegoś nowego z czegoś starego. Właściwie to nie będą to dwa słowa a raczej dwie polarowe tuniki, które właśnie w ten weekend uszyłam dla mojej córy:






Materiał fioletowy w swym poprzednim wcieleniu był polarem mojego małżonka i służył mu wiernie przez tak zwane „długie lata”. Ale cóż w końcu doczekał się decyzji o przejściu na emeryturę (polar nie małżonek, oczywiście), a ponieważ był darzony dużą sympatią postanowiłam dać mu drugą szansę. Co do materiału w kolorze ecru to nie wiem, niestety, czym był wcześniej, gdyż po prostu wygrzebałam go z mojej przepastnej kolekcji materiałów różnych, czekających na swoje „5 minut”. I tak powstały dwie, chyba całkiem udane tuniki. 

Na szczęście nie tylko mnie się podobają, ale przede wszystkim głównej zainteresowanej. A muszę przyznać, że uzyskanie jej aprobaty w kwestiach dotyczących jej własnej garderoby jest rzeczą niezwykle trudną do osiągnięcia. Jak dotąd udało mi się zidentyfikować jedynie kilka zasad, którymi kieruje się przy jej doborze, a zapewne jest ich zdecydowanie więcej. Pewne jest, że garderoba Zielonej (taki pseudonim otrzymała na potrzeby tego bloga, jako że zielony jest jej ulubionym kolorem) w żadnym wypadku nie może zawierać guzików, zatrzasków, napów i innych tym podobnych udziwnień. Akceptowalne są jedynie suwaki i rzepy, a ideałem jest odzież bez tego typu łączników, wykonana najlepiej z materiałów miękkich i przyjemnych. Kwestie ozdobne nadal są dla mnie zagadką J  Osobnym tematem jest także absolutna i zdecydowana niechęć do spódnic i sukienek. Suma summarum, tuniczki zyskały uznanie i Zielona, cała szczęśliwa, przechodziła w jednej z nich cały weekend a w drugiej dzielnie pomaszerowała do przedszkola.

Na koniec jeszcze jedna koszulka z aplikacją (wykonana również na prezent), ale tym razem w wersji dorosłej, na co zdecydowanie wskazuje temat tejże aplikacji:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz